środa, 20 stycznia 2021. Imieniny Fabioli, Miły, Sebastiana

Piłem. Życiem tego nie nazwę, to była męka

2016-12-02 21:00:00 (ost. akt: 2016-12-04 11:01:24)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Maciek ma 26 lat. Zaczął pić gdy miał lat 12. — Nie zdałem wtedy do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Zaczęły się myśli depresyjne, samobójcze, były problemy w domu. Nic mi nie wychodziło, źle się uczyłem, nikt nie chciał się ze mną kolegować... Alkohol początkowo dawał mi ulgę, radość — kontynuuje. — Gdy miałem 14 lat chciałem się zapić. Dziś jest trzeźwym alkoholikiem, choć sam przyznaje, że wpadki się zdarzają. — Po to jest każdy upadek, żeby z niego wstać. Potrafię to zrobić — mówi.

— Kiedy po raz pierwszy sięgnąłeś po alkohol?
— Bardzo wcześnie. Miałem jakieś 12 lat. Było to wino marki wino. Pamiętam moje pierwsze łyki. Zrobiło mi się na początku błogo, później się upiłem, rzygałem jak kot.

— Ktoś Ci zaproponował, czy raczej z ciekawości spróbowałeś?
— Nie zdałem wtedy do trzeciej klasy szkoły podstawowej. Zaczęły się myśli depresyjne, samobójcze, były problemy w domu. Nic mi nie wychodziło, źle się uczyłem, nikt nie chciał się ze mną kolegować. Ja zawsze byłem nieco dziwny, wolałem być sam i to mi pasowało. Choć z drugiej strony od środka gryzło mnie dlaczego ja sam jestem? Alkohol na początku dawał mi ulgę, radość. Problemy zaczęły się później. Piłem coraz więcej. Zbierałem puszki, butelki, by dorobić na browar. Zaczepiałem ludzi, pijaków, prosiłem o pieniądze na alkohol, dawali bez problemu. Piłem przeważnie w samotności.

— I nikt nie zauważył?
— Mama wiedziała że piję, ale powiedziałem "kobieto, nie interesuj się, masz swoje sprawy". Płakała po kątach.
W szkole popijałem na przerwach w łazience. Kiedyś nawet bimber w butelce po jakimś napoju piłem w pierwszej ławce. Myślę, że nauczycielka zauważyła wtedy co piję. Nie mam pojęcia dlaczego nie zareagowała. Może nie chciała sobie problemów robić. W szkole dawałem dżezu, nawet gdy byłem wypity nikt nie reagował. Pewnie byłoby lepiej gdyby zareagowali... Byłbym wściekły z tego powodu, ale może wcześniej by mi pomogli i inaczej by to wszystko wyglądało. Chciałem się wtedy zapić. Nie wychodziło mi jednak, to pieniędzy brakowało, to coś innego...

— Ile miałeś lat?
— 14-15.

— Dużo wtedy piłeś?

— Mało, bo mało mi było trzeba. Cztery piwa, pięć. Potem tolerancja na alkohol rosła, mogłem coraz więcej wypić, gdy miałem 17 lat wypijałem już 21-24 piwa w ciągu dnia.

— W rodzinie ktoś miał problem z alkoholem?
— Tak, ojciec. Często wracał do domu wypity, dochodziło do aktów przemocy. Bardziej do gnębienia psychicznego niż fizycznego. Głównie mamy. Ale ja wszystko zza ściany słyszałem. Mama początkowo nie wiedziała co zrobić. Później założyła ojcu sprawę o znęcanie się. Dziś praktycznie z ojcem nie gadam, mamy bardzo słaby kontakt. Jak coś trzeba pomóc, poproszę go np. o pieniądze to mi da, ale wspólnych tematów nie mamy. Początkowo byłem jego ukochanym synkiem, wszystko się zmieniło, gdy zacząłem stawać w obronie matki. Nie raz mu przyłożyłem.
Nie wspominam dzieciństwa źle, co chciałem to miałem, jakiś owoc, słodycze..

— A pozostali członkowie rodziny?
— Czy rodzeństwo pije, tego nie wiem, nie mam z nimi kontaktu. Mama później zaczęła pić. Nie radziła sobie z tym wszystkim...

— Jak Tobie udało się wyjść na prostą?
— W gimnazjum poznałem Wojtka. Na początku go gnębiłem, choć nie bardzo wiem dzisiaj dlaczego. Później poznaliśmy się lepiej, to były dobre relacje. On był z wyboru abstynentem i to mi odpowiadało. Przychodził do mnie niemal codziennie. Byłem przeważnie na haju, z browarem non stop. Raz tylko powiedział "Maciek, ty chyba za dużo pijesz" i pomyślałem, że coś na rzeczy jest. Przemyślałem to będąc trzeźwym i doszedłem do wniosku, że jestem alkoholikiem. Miałem 17 lat. Początkowo jeszcze nic z tym nie robiłem, piłem dalej. Dopiero w 2011 zdecydowałem się na leczenie.

— To taka dziwna była znajomość Ty dużo piłeś, on był abstynentem...
— Jestem religijnym, wierzącym człowiekiem. Myślę, że to była jakaś opatrzność, że się spotkaliśmy. Bardzo go dobrze wspominam. On mi opowiadał o swoich problemach, ja mu o swoich, pokłóciliśmy się czasem, podarliśmy, ale zawsze dochodziliśmy do porozumienia. Przyjaźniliśmy się 10, może 11 lat. Potrącił go samochód. Miał 25 lat jak zginął. Już rok przeszło będzie jak go nie ma. Ale nie napiłem się wtedy...

— To dzięki Wojtkowi nie pijesz?
— Tak. To on i jego słowa sprawiły, że dzisiaj nie piję. Decyzję jednak podjąłem na wymianie polsko -żydowskiej w Zakopanem, na którą pojechaliśmy z Wojtkiem i grupą osób z Piecek i Mrągowa. Do Zakopanego jechaliśmy całą noc, w Iławie się zatrzymaliśmy, wzięliśmy flachę, ... Na wymianie tankowaliśmy ostro. Miałem mega kaca. I wtedy podjąłem decyzję, że pójdę na AA. Powiedziałem, że mam dość picia. Wszyscy się ze mnie śmiali. Chciałem im pokazać, że dam radę. W połowie sierpnia wróciliśmy. Jeszcze trochę popiłem i 1 listopada poszedłem na miting. Poznałem moją grupę macierzystą.

— Co się wtedy zmieniło?
— Bardzo dużo. Poszedłem do zatrudniaka, chciałem znaleźć pracę. Wysłali mnie na kursy różne. Nie piłem już 7 miesięcy... po zakończeniu kursu zapiłem. 2-3 miesiące piłem bez przerwy. Odchodziło mi, to zdesperowany pobiegłem na spotkanie grupy po pomoc. Chciałem na wódkę. Powiedzieli mi "spadaj albo porozmawiaj, usiądź z nami". Wtedy namówili mnie bym szedł na detoks. Następnego dnia poszedłem do lekarza rodzinnego. W kolejce półtorej godziny w delirce, czekałem na wizytę. Dostałem skierowanie, pojechałem na detoks. Trwał 14 dni.

— Ciężko było?
— Na początku bałem się cholernie, co to będzie, co ja tam zobaczę... Co ciekawe spodobało mi się nawet. Odpocząłem psychicznie i przede wszystkim fizycznie.
Wyszedłem 2 dni wcześniej, bo na pielgrzymkę do Lichenia chciałem pojechać. To była moja pierwsza pielgrzymka. Tysiące, dziesiątki tysięcy ludzi, jak ich zobaczyłem, śpiewających, łapiących się za ręce. Poczułem jakąś taką moc, że nie jesteśmy na tym świecie sami. Dziś w domu pytają mnie "po co ty na te pielgrzymki jeździsz, przecież rok temu byłeś?"— Będę jeździł, dopóki będę mógł — odpowiadam. Tam jest taka moc jak nie wiem co!

— Zawsze byłeś wierzący?
— Tak, zawsze. Ojciec mnie tym zaraził. On siedział w domu, pił, a mnie kazał zaiwaniać do kościoła. No i chodziłem... Ale szczerze mówiąc, lepiej mi było jak wychodziłem z tego kościoła, często i gęsto byłem skacowany, czy podpity, zdarzyły się jednak dni, że byłem zupełnie trzeźwy.

— Byłeś też na odwyku?
— Byłem w 2012 roku w Giżycku, obiecałem to dyrektorowi w szpitalu w Węgorzewie, gdy byłem na detoksie.

— Pomogło?
— Dało dużo. Polecam wszystkim uzależnionym! Odwyk to 4 tygodnie zajęć, głównie z terapeutami, psychologiem. Zajęcia dały mi inny pogląd na życie, rozmowy sprawiły, że całkowicie zmieniłem zdanie o sobie. Ja już uważałem siebie za kompletne dno! Tam usłyszałem, że może warto spróbować. Gdybym miał jeszcze możliwość, chętnie bym wrócił na terapię do Giżycka.
U mnie w domu są przeciwni, śmieją się że byłem na detoksie, odwyku, chodzę na mitingi. Uważają, że na terapii sprawili mi mózg, że jestem teraz innym człowiekiem, rodziny nie widzę, pielgrzymki i nic więcej. Ojciec mówi "po co ty tam chodzisz, przecież ci to nic nie pomaga". Jak nie pomaga? Przecież ja jestem trzeźwy!

— Jak się czujesz, jakie masz plany na przyszłość?
— Jako niepijący alkoholik czuję się dużo lepiej. Gdy piłem, bardzo się męczyłem. Życiem tego nie nazwę, to była męka.
Teraz czuje się pozytywną osobą, wierzę w siebie, swoje możliwości, że jeszcze coś mogę zrobić. Pracuję, kończę liceum dla dorosłych, marzę, żeby zostać terapeutą ds. uzależnień.

— Jak długo jesteś już trzeźwy?
— Miałem wpadkę ostatnio. Ale jestem tego zdania, że jak padnę na dno, muszę się podnieść, pozbierać. Potrafię to zrobić. Po to jest każdy upadek, żeby z każdego wstać. Skoro upadłem to znaczy, że coś zrobiłem źle i muszę przemyśleć co zrobić, żeby nie było tego upadku więcej.

— Co Ci dają cotygodniowe spotkania w grupie AA?
— Nadzieję. Rożnica wieku między nami nie jest ważna, dzwonimy do siebie, rozmawiamy, zżyliśmy się. Ile będę mógł, tyle będę chodził. Grupa nazywa się NADZIEJA i coś w tym jest....

j.t.
Zobacz także: Kampania Białej Wstążki w powiecie Kampania Białej Wstążki w powiecie Kampania „Biała Wstążka” to największa na świecie kampania mająca na celu zatrzymanie przemocy wobec kobiet. Prowadzona jest w ponad 55 krajach. Została...

Czytaj e-wydanie
Podziel się informacją: 



Pochwal się tym, co robisz. Pochwal innych. Napisz, co Cię denerwuje. Po prostu stwórz swoją stronę na naszym serwisie. To bardzo proste. 

Swoją stronę założysz TUTAJ ".

 Szczegółowe informacje o tym czym jest profil i jak go stworzyć: kliknij
Problem z założeniem profilu? Potrzebujesz porady, jak napisać tekst? Napisz do mnie. Pomogę: Joanna Turowska

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (30) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. yap #2137411 | 79.110.*.* 17 gru 2016 16:27

    dawno temu w Mrągowie na Arce i Iskrze byli ludzie którzy potrafili dobrze kopnąć w dupę i powiedzieć idż chlać albo zacznij coś robić ze sobą i to działało czego jestem przykładem ,czasem potrzeba wstrząsu ,to samo do Ciebie kolego nie użalaj się nad sobą i nie licz na litość idż chlać albo rób coś konkretnego ze sobą bo jak tam ktoś napisał na razie dobrze się bawisz

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Hahaha #2137008 | 145.129.*.* 17 gru 2016 07:34

    HAHAHAHAHAH to widocznie słabo piłeś dla mnie to stan euforii kiedy pije

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. kaz #2136641 | 79.110.*.* 16 gru 2016 13:30

      to tak nie działa na razie nasz kolega bawi się tzn raz się napije raz jest trzeżwy ,żeby nie pić potrzeba ciężkiej pracy i wielu wyzwań wiem coś o tym zaraz będzie 20 lat jak nie pije żeby skutecznie pomagać trzeba mieć trochę trzeżwości i doświadczenia nie da sie tak prosto od butelki ,a nasz kolega niestety przykro mi to mówić nadal będzie tkwił w tym stanie tzn pił i trzeżwiał bo na razie nie zrobił nic konkretnego w kierunku trzeżwienia,bo jest różnica nie pić a trzeżwieć

      Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. ron #2136428 | 83.18.*.* 16 gru 2016 08:50

        Czy radzisz sobie z poczuciem winy? Czy wybaczyłeś sobie i innym?

        Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      2. Kris #2133123 | 81.190.*.* 12 gru 2016 07:39

        Byc moze,skorzystasz z mojej rady,a mianowicie chodzi ,mi o leczenie odwykowe wedlug ,mnie leczenie ,szpitalne a wiec trzy badz szescio tygodniowe,nie jest wystarczajace ,jesli bedziesz mial ,kolejne wpadki sprobuj ,leczenia w osrodku dlugoterminowym ,gdzie leczenie trwa ,rok a niekiedy,nawet poltora roku,wiem ze ,czesto tak dlugi okres leczenia,odstrasza wielu.uzaleznionych,ale warto zainwestowac w swoje,zycie tym bardziej ze jestes jeszcze mlodym czlowiekiem ,uwierz mi ze trzy tygodnie to ,czesto za malo nawet,by zrozumiec istote uzaleznienia,dlugi okres leczenia pomoze ci,dojsc do siebie tak ,psychicznie ,jak i fizycznie,a tez przygotowac sie do ,trzezwego zycia poza osrodkiem,tam jest naprawde sztab ludzi swietnie ,znajacych sie ,na rzeczy,ktorzy jesli tylko zobacza ze ci zalezy,zrobia wszystko by ci pomoc ,to tyle naprawde wiem o czym mowie

        Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (30)

      Zagraj w GRY.wm.pl

      • Goodgame Empire
      • Goodgame Big Farm
      • Goodgame Poker
      • Shadow Kings - The Dark Ages