Poniedziałek, 20 listopada 2017. Imieniny Anatola, Edyty, Rafała

Asy zadebiutowały w III lidze

2017-11-10 08:19:02 (ost. akt: 2017-11-10 08:25:26)

Autor zdjęcia: archiwum klubu

KOSZYKÓWKA\\\ — Ten sezon jest historyczny — mówi Mariusz Trupacz. Z prezesem klubu AS Mrągowo rozmawiamy chwilę po oficjalnym rozpoczęciu sezonu w III lidze. Czyli szczeblu, na którym mrągowscy koszykarze nie byli jeszcze nigdy w historii.

— Pytanie "na szybko": opadły emocje po oficjalnym rozpoczęciu przygody z III ligą?
— I tak, i nie. Bo choć nieco opadły, to wszyscy mamy świadomość, że teraz będą nas trzymały przez cały czas. Jak sinusoida - opadając nieco w środku tygodnia, by w meczową niedzielę znów sięgać zenitu.

— Nadzieje związane z niedzielą (5 listopada) były dość duże. Ostatecznie ulegliście jednak 65:56 ekipie z Władysławowa. Jak wyglądał ten mecz w twoich oczach?
— Bardzo wyrównany. Wynik oscylował blisko remisu. Zabrakło po prostu odrobiny szczęścia, więc pozostało nam jedynie pogratulować doświadczonym gościom zwycięstwa. Za siebie mówią zresztą same wyniki poszczególnych kwart: 14-18, 14-15, 15-14, 13-18.

— Myślę, że to dobry wynik. Zwłaszcza, że przed meczem nie brakowało i takich, którzy nie dawali wam najmniejszych szans.
— W takim razie musieli się nieźle zdziwić. Przyznaję jednak, że przed meczem - według statystyk - mrągowskie "Asy" miały prawo być odbierane jako sportowy kopciuszek. Przeciwnicy z Władysławowa to w końcu najlepsi, wyselekcjonowani młodzi koszykarze z całej Polski, którzy trenowani są w słynnym Ośrodku Olimpijskim Polskiego Związku Koszykówki. Mieli sporo atutów, ale i nam nie brakowało asów w rękawie: własne boisko, publiczność, ogromne zaangażowanie i serce do walki... To wszystko sprawiło, że zniwelowaliśmy teoretyczną przewagę rywali i stworzyliśmy na parkiecie przepiękną, koszykarską ucztę.

— Jaką ocenę mógłbyś wystawić drużynie?
— W pierwszym meczu, takim nieoficjalnym rozpoczęciu sezonu, mierzyliśmy się z Basketem Kwidzyn i straciliśmy jednego z kluczowych zawodników. Kontuzja Pawła Boska - którego serdecznie pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do zdrowia - popsuła nam mocno szyki. Mimo to zapłaciliśmy wysokie "frycowe" jako beniaminek III ligi. Nieco obawiałem się meczu z Władysławowem. Okazało się jednak, że zespół bardzo szybko się pozbierał i wyciągnął wnioski z wyraźnej porażki. Poprawili wyprowadzenie piłki po straconym koszu oraz - przede wszystkim - wyraźnie uszczelnili obronę, eliminując sporo wcześniejszych błędów. Na wystawianie ocen przyjdzie jeszcze czas. Teraz jednak głęboko wierzę w to, że jeśli przepracujemy solidnie okres do następnego meczu, poprawimy jeszcze skuteczność, to prędzej czy później przyjdą i sukcesy.

— Rozpoczęcie sezonu od dwóch porażek nie podcięło chłopakom skrzydeł?
— Nie. Nasi zawodnicy to prawdziwi, koszykarscy twardziele. Od początku sezonu trapi nas jednak plaga kontuzji - grę w najbliższym czasie musiało odpuścić z tego względu aż 4 zawodników. Mimo to chłopaki doskonale wiedzą po co przyszli do tej III ligi i kilka porażek tego nie zmieni. Sportowej zaciętości i charakteru im nie brakuje. Nad wszystkim czuwa w dodatku świetny szkoleniowiec - Sebastian Kaczmarski. Gdy tylko uda się poukładać na nowo te rozsypane kontuzjami klocki, to będziemy dużo większym zagrożeniem dla reszty stawki.

— Macie jakiś plan minimum? Sezonowy cel, konkretnie miejsce?
— Nie chcemy brać na barki zbyt wielkiej, niepotrzebnej presji. Naszym planem jest więc rozegranie jak największej liczby dobrych spotkań. I dla siebie, i - przede wszystkim - dla kibiców, na których doping bardzo liczymy. Ten sezon jest historyczny, wcześniej Mrągowo nie występowało w III lidze. Chcemy promować tę dyscyplinę nie tylko w stolicy powiatu, ale i poza nią. Pokazać, że koszykówka kształci ludzi i ich postawy nie tylko na boisku, ale i poza nim.

— Fakt, Mrągowo nie ma szczególnie bogatych tradycji koszykarskich. Tak szczerze: udaje się wam realnie rywalizować np. z piłką nożną?
— Wiesz... To ciężki i drażliwy temat. Powiem tak: każdy sport jest korzystny dla młodych ludzi. Inwestowanie w ich sportowy rozwój sprawia, że później nie trzeba wydawać milionów na walkę z chorobami cywilizacyjnymi czy patologiami społecznymi...

— Czyli z tym futbolem bywa różnie.
— Na pewno przydałaby się chociaż mała część środków finansowych, które wydatkowane są na piłkę nożną. Wówczas moglibyśmy rysować historię i tradycję mrągowskiej koszykówki w dużo bardziej optymistycznych kolorach.

— Temat, który pojawia się zawsze przy awansie: kasa. Czy klub stać tak naprawdę na III ligę?
— Myśleliśmy o tym długo przed sezonem. Doszliśmy jednak do wniosku, że jeśli nie teraz, to kiedy? Pewnie nigdy. Na starcie pomogły nam władze miasta, na czele z burmistrz Otolią Siemieniec oraz radnym sejmiku województwa - Stanisławem Bułajewskim, który swoimi kontaktami zaprosił do projektu lokalnych sponsorów. Swój ogromny wkład mieli i członkowie zarządu klubu, którzy prywatnymi kanałami i zaangażowaniem pozyskali kolejnych mecenasów sportu. Chciałbym im wszystkim szczerze za to podziękować. Jednocześnie wszyscy doskonale wiemy, że to nie koniec ciężkiej pracy w tym temacie. Koszt jednego wyjazdu to ok 2,5 tys. zł. I to zadanie, z którym przyjdzie nam się mierzyć w ciągu całego sezonu.

— Wspomniałeś o lokalnych władzach. Czują temat koszykówki?
— Jestem prezesem KS AS Mrągowo od dwóch lat. Jako dojeżdżający prezes, mieszkaniec Pisza, mogę stwierdzić, że w tym okresie udało się zrobić naprawdę sporo dla rozwoju koszykówki. I duża w tym rola miejscowych włodarzy. Zwiększono nam m.in. dofinansowanie na szkolenie młodych adeptów, zakupiono profesjonalną wizualizację meczów, zegary, tablice wyników, a ostatnio także komplet strojów dla III-ligowej drużyny. Miasto partycypuje ponadto w kosztach turniejów, wynajmuje nam w razie potrzeby obiekty sportowe... Wielkie dzięki i oby tak dalej! Oczywiście liczymy też po cichu na to, że w przyszłym sezonie uda się znaleźć sposób na jeszcze mocniejsze wsparcie koszykówki.

— A jak z kibicami? Ma kto za was trzymać kciuki?
— Zdecydowanie, na mrągowskich kibiców można zawsze liczyć. ich serce do koszykówki, kultura i doping... To po prostu wzór. Zachęcam i innych, by pojawili się na trybunach. Miejsc na trybunach mamy dużo, a i kibicowski bębenek się znajdzie. Niedawno postanowiliśmy zresztą podziękować naszym kibicom, dając możliwość zamówienia przez naszą stronę na facebooku unikatowych koszulek AS Mrągowo.

— Przed niedzielnym spotkaniem odbył się inny mecz, w którym wasi kadeci walczyli z ekipą TSK Roś Pisz. Jak oceniasz pojedynek?
— To był typowy mecz treningowy, ponieważ drużyna Asów jest wyraźnie młodsza od ich kolegów z Pisza. Było to widać na parkiecie i w końcowym wyniku - 86:33 mówi samo za siebie.

— Jesteś z Pisza, gdzie od lat też działasz na rzecz koszykówki. Takie "bratobójcze" starcia mają dla ciebie jakieś specjalne znaczenie?
— Mecze między obiema drużynami zawsze były bardzo zacięte, ale za każdym razem prowadzone były również w sportowej atmosferze. Raz wygrywali jedni, raz drudzy... Zawsze jednak w duchu fair play. Przyjazne stosunki między naszymi zawodnikami, trenerami i kibicami były, są i będą.

Rozmawiał Kamil Kierzkowski
Polub nas na Facebooku:

Zagraj w GRY.wm.pl

  • Goodgame Empire
  • Goodgame Big Farm
  • Goodgame Poker
  • Shadow Kings - The Dark Ages