Mikołajowie ruszyli na ulice! Prezenty były, ale na mecie

2018-12-13 21:17:12(ost. akt: 2018-12-13 21:28:27)

Autor zdjęcia: Pijący Mleko

BIEGI/// Jeśli obchodzić "Mikołajki", to tylko w Mikołajkach! A najlepiej biegiem, o czym przekonało się 9 grudnia w mieście Króla Sielaw przeszło pół tysiąca śmiałków. W półmaratonie triumfował Andrzej Leończuk, w "Dyszce" Dominik Drażba.
Impreza Uczniowskiego Klubu Sportowego ATOS Woźnice od lat cieszy się potężnym powodzeniem wśród biegaczy nie tylko powiatu mrągowskiego, ale i w całym regionie. Biegowa magia świąt rodem z Mikołajek sięga zresztą znacznie dalej. Od czasu powstania inicjatywy na liście uczestników pojawiali się i reprezentanci z dalszych zakątków Polski (jak np. Warszawa czy Kraków), a nawet zza granicy (np. sąsiedzi z Rosji, Litwy czy Ukrainy).

Okolice mikołajskiej hali sportowej - już od samego rana - zostały w niedzielę opanowane przez pozytywnie nastawiony tłum św. Mikołajów. Nie wszyscy biegacze - zwłaszcza ci skupiający się mocno na walce o najwyższe trofea - zdecydowali się ubrać "świąteczny kamuflaż". Jednak pewne było jedno: w regionie trudno o podobne wydarzenie. Pokaźna liczba dzieci (które na meldowały się na starcie nie tylko z rodzicami, ale i dziadkami) była dowodem na to, że sport potrafi łączyć pokolenia.

XIV Mikołajkowe Biegi Uliczne nie mogły obejść się bez popularnej "Mikołajkowej Dyszki". Z 10-kilometrową trasą najszybciej uporał się Dominik Drażba z Ełku, który linię mety minął po 34 minutach i 2 sekundach. Do samego końca po piętach deptał mu Litwin - Paulius Bieliunas (ledwie 15 sekund straty) oraz Cezary Jaroszewski (KS Maków Biega). Wśród pań najlepsza okazała się Katarzyna Butler (OKLA Ostrołęka), która stanęła na podium z Beatą Pokrzywińską-Osior oraz Beatą Bielenicą (obie z Wydmin).

— Startujesz systematycznie w wielu biegach w całej Polsce. Jak na ich tle wypadły Mikołajki?
Dominik Drażba (Team Kopeć): Mikołajki to urzekające, mazurskie miasto. W tym roku zrobiłem tu już "życiówkę" na dystansie 5 km. Dzisiejszy bieg co prawda rekordu mi nie przyniósł, ale po raz kolejny dałem się zauroczyć samym miastem i organizacją biegu. Wiele imprez, nawet tych w dużo większych miastach, może zazdrościć Mikołajkom sukcesu. To niby bieg lokalny, niby mały... a jednak międzynarodowy.

— Co, poza złotem, będziesz wspominał najmilej?
— Wspaniałych ludzi, przepyszny poczęstunek, atmosferę i naprawdę świetne nagrody. Przyznam szczerze, że nawet się takich nie spodziewałem. W pięciostopniowej skali całą imprezę oceniam na 6 z plusem.

— Jak oceniasz swój wynik?
— Liczyłem na dobry bieg. Jestem zaskoczony, bo nie sądziłem, że - przy obecnym poziomie przygotowania - pójdzie mi tak dobrze. Jesień zamknąłem bardzo mocnym startem w Warszawie, po czym wszedłem w okres roztrenowania. 3 tygodnie błogiego lenistwa. Wynik jest zadowalający nie tylko dla mnie, ale i dla mojego trenera, którym jest Wojciech Kopeć.

— A co z poziomem rywali?
— Był wysoki. Zarówno goście z Litwy jak i "nasi krajowi" pokazali się z dobrej strony. Zresztą uważam, że nie ma słabych biegaczy. Każdy może mieć swój dzień, w którym "odpali torpedę". Szanuję każdego rywala.

Obrazek w tresci

Półmaraton dał im w kość

Jeszcze wyżej poprzeczkę zawiesiło sobie 9 grudnia ponad 200 biegaczy, którzy zdecydowali się zmierzyć tego dnia z pólmaratonem. W ponad 200-osobowej plejadzie sportowych gwiazd najlepiej zaprezentował się Andrzej Leończuk. Zawodnik z Zaścianek trasę liczącą przeszło 21 km pokonał w 1 godzinę, 12 minut i 14 sekund. Reszta medali pojechała za granicę, o co zadbał Vasily Nesterov z Kaliningradu i Petras Pranckunas z Wilna.

Wśród pań bezkonkurencyjna okazała się Loreta Petekeviciene (Wilno), która w walce o 1. miejsce na podium pokonała m.in. Annę Koziarską i Annę Kukić Kwapiszewską (obie z Elbląga).

W klasyfikacji drużynowej zwyciężyli Łowcy Przygód Gołdap, którzy na prestiżowym "pudle" znaleźli się z SKS i KS Arco Ławy. Jedną z najbardziej widocznych ekip była jednak kętrzyńska DRUŻYNA ML, która wystawiła tego dnia aż dwa oddzielne składy. W pierwszym składzie najlepiej punktowali Miłosz Lenart, Małgorzata Jankowska i Agnieszka Frankowska.

W drugim - Radosław Małecki, Dorota Waraksa i Katarzyna Sutkowska (solidne występy odnotowały także Marta Kasprzak i Sylwia Komorowska)j, która po minięciu linii mety musiała znaleźć jeszcze nieco sił na nasze pytania.

— Kto wpadł na pomysł, by stawić się tak licznie w Mikołajkach?
Katarzyna Sutkowska (Drużyna ML Kętrzyn): Naturalnie nasz trener, Miłosz Lenart. Jak widać dba o to, byśmy się nie obijali. Co więcej, nawet gdy nie biega z nami, to ma wgląd w nasze Endomondo (w uproszczeniu - aplikacja rejestrująca starty i treningi). Nie zostawia miejsca na fuszerkę (śmiech).

Obrazek w tresci

— Niektórzy twierdzili, że wpisowe jest dość wysokie. Czy faktycznie?
— Pewnie każdy zawodnik patrzy na to inaczej. Z naszej perspektywy nie jest aż tak wysokie, a przecież wcale nie śpimy na pieniądzach. Poza tym jest w okolicy dużo znacznie "droższych" imprez. Pomijając oczywiście fakt, że priorytetem jest dobra zabawa w gronie innych sportowych zapaleńców i możliwość do pokonywania kolejnych swoich granic.

— Z tego co wiem, to nie był twój pierwszy występ w Mikołajkach.
— W 2016 roku zmierzyłam się z "Dyszką". Wtedy byłam jednak na zupełnie innym poziomie biegowym.

— Tym razem ukończyłaś półmaraton. Dał w kość?
— Tak. Kryzysowy moment miałam na tzw. "ostatniej nawrotce", czyli ok 16. kilometra.

— O czym myślałaś, by go przetrwać?
— Bez żadnych wielkich teorii. Gdy pojawiły się myśli, by zwolnić, odpuścić, od razu sobie powiedziałam: "O nie, nawet sobie cholera nie myśl, że się zatrzymasz" (śmiech).

— Minęłaś metę z wynikiem 2:05:17. Jak go oceniasz?
— Taki sobie, pewnie mogło być lepiej. Poza tym jednym kryzysem, czułam się jednak nieporównywalnie lepiej. Jeszcze jakiś czas temu po prostu "klepałam" kilometry bez większego sensu. Teraz, gdy trenuję pod okiem fachowca, biega mi się nie tylko lżej, ale i efektywniej. Będzie tylko lepiej.

— Organizatorzy zaliczyli w tym roku jakąś wpadkę?
— Organizacja była na wysokim poziomie. Jeśli były jakieś niedociągnięcia, to ich nie zauważyłam. Wychodzę zresztą z założenia, że to impreza biegowa, a nie "vipowsko-celebrycka". Jeśli ktoś szuka dziury w całym, to oznacza, że się obijał podczas biegu.

— Kiedy teraz spodziewać się was na starcie?
— Zapraszamy do Kętrzyna, gdzie co sobotę odbywają się starty z cyklu parkrun. Można spotkać nas m.in. właśnie tam. Co do innych imprez, to obecnie w kalendarzu na liście "pewniaków" mam styczniowy bieg pn. "Policz się z cukrzycą". Również w Kętrzynie, serdecznie zapraszamy.

Obrazek w tresci

— Jak organizacja? Trasa była dobrze przygotowana?
— Z roku na rok impreza prezentuje coraz wyższy poziom. Co do samej trasy... Wszystko co było zależne od organizatorów, było należycie dopięte. Niestety nie mają wpływu na to czy spadnie śnieg, deszcz czy też akurat nie chwyci mróz. Grudzień to pora, w której uczestnicy muszą być gotowi na to, że trasa będzie wymagająca.

— Ukończyłeś bieg jako 6. Dobry wynik?
— Aktualnie jestem w okresie treningu bazowo-akumulacyjnego. Od 6 tygodni pod opieką trenerką Marcina Chabowskiego, więc plan był uzależniony od dyspozycji dnia. Ta niestety nie była najlepsza. Mięśnie pozwoliły mi pobiec na 90 procent możliwości. Czas 36:44 w sumie uznać mogę jednak za zadowalający.

— Tradycyjnie pojawiło się mnóstwo przyjezdnych. Skąd ta popularność?
— Po pierwsze to jedna z nielicznych imprez biegowych w tej części sezonu. Poza tym Bieg Mikołajkowy w Mikołajkach... przecież to nawet brzmi świetnie (śmiech).

— Kiedy znów pojawisz się na starcie?
— Dopiero wiosną. Celuję głownie w gdyński półmaraton oraz 10 km podczas Orlen Warszawa. Po drodze naturalnie pojawi się kilka innych imprez.

Kamil Kierzkowski


2001-2024 © Gazeta Olsztyńska, Wszelkie prawa zastrzeżone, Galindia Sp. z o. o., 10-364 Olsztyn, ul. Tracka 5